Czy każda kobieta musi przejść przez baby blues?

Poniedziałek, 14 Marzec 2016
Powiat Wejherowski

Aż 8 na 10 kobiet w pierwszych tygodniach po porodzie przeżywa baby blues, który nie pozwala cieszyć się z bycia mamą. Położnica jest przestraszona, smutna, płaczliwa i cierpi na bezsenność. Boi się, że nie poradzi siebie w nowej roli i nie ma ochoty troszczyć się o dom. Okazuje się, że za taki stan odpowiadają hormony, które organizm wydziela po porodzie.

Baby blues to nie to samo, co depresja poporodowa

Pierwsze objawy smutku poporodowego pojawiają się zwykle nie później niż w piątej dobie po porodzie. Kondycja psychiczna kobiety pogarsza się z dnia na dzień. Młoda matka obawia się, że nie podoła opiece nad niemowlęciem. Sytuację pogarszają dodatkowo nieprzespane noce i problemy z karmieniem. Nie pomaga tutaj nawet wsparcie partnera. Na szczęście ten stan nie jest chorobą. W przeciwieństwie do depresji poporodowej zwykle trwa nie dłużej niż dwa tygodnie.

- Za pojawienie się baby blues odpowiadają hormony i psychika położnicy. Prawdopodobnie wszytko związane jest ze spadkiem poziomu kortykotropiny we krwi. To inkret, który przygotowuje kobietę do przejścia przez trudy porodu. – tłumaczy Eliza Słonko, położna rodzinna z NZOZ Antares Wejherowo.

Jak przetrwać baby blues?

W pierwszym okresie po ciąży bardzo istotne dla położnicy jest wsparcie. Zarówno to, okazywane ze strony partnera, jak i rozmowy z innymi kobietami, z którymi można podzielić się doświadczeniami i opowiedzieć o swoich uczuciach. Najważniejsze, aby młoda mama nie obwiniała się o to, że źle opiekuje się dzieckiem. Powinna natomiast możliwe najwięcej odpoczywać i, jeśli jest taka możliwość, wyjść na krótki spacer czy zakupy.

- Smutek poporodowy nie wymaga leczenia farmakologicznego. Baby blues minie samoczynnie, gdy ustabilizuje się gospodarka hormonalna organizmu. Kobieta w tym trudnym czasie potrzebuje jednak szczególnej opieki i pomocy. Wsparciem powinien służyć partner, a w razie wątpliwości dotyczących zdrowia dziecka należy zwrócić się do lekarza lub położnej. – mówi Arleta Urbańska-Kin, położna z Wejherowa.

Komentarze
Reklama