Działkowcy zaniepokojeni. Wejherowskie władze są po stronie użytkowników ogrodów

Poniedziałek, 27 Maj 2013
Wejherowo

Pod znakiem obaw i niepokojów w sprawie dalszych losów działek upłynęły tegoroczne zebrania sprawozdawcze w wejherowskich ogrodach rodzinnych. Wciąż trwa burza po niekorzystnym wyroku Trybunału Konstytucyjnego, w wyniku którego działkowcy zostali pozbawieni wszelkich praw. Teraz czekają na uchwalenie nowej ustawy.

Redakcja "Pulsu Wejherowa" była gościem zebrania sprawozdawczego Rodzinnego Ogrodu Działkowego im. F. Ceynowy przy ulicy Nadrzecznej, który istnieje w tym miejscu od 1954 roku. To jeden z najpiękniej utrzymanych terenów w województwie pomorskim. Świadczy o tym fakt, iż ROD im. F. Ceynowy zajął 3. miejsce w tegorocznym konkursie na szczeblu okręgowym, a tym samym uzyskał prawo udziału w ogólnopolskim współzawodnictwie. Konkurencja była ogromna, albowiem na Pomorzu funkcjonuje niemal 200 tego typu miejsc (najwięcej w Gdańsku - 48 ogrodów).

- Ten sukces to przede wszystkim zasługa działkowiczów. To dzięki waszej pracy i waszemu zaangażowaniu w pielęgnację ogrodów możemy cieszyć się z 3. miejsca w województwie pomorskim. Po raz kolejny pokazaliśmy, że cały czas jesteśmy liczącym się ogrodem w naszym okręgu - mówił Kazimierz Miotk, prezes ROD im. F. Ceynowy w Wejherowie, który sprawuje tę funkcję od 1997 roku.

Cały teren składa się ze 130 niewielkich działeczek. Jednak w ich utrzymanie i pielęgnację zaangażowane są całe rodziny. W sumie około 1000 osób. Na terenie miasta Wejherowo funkcjonują razem 4 ogrody działkowe, zaś w całym powiecie wejherowskim jest ich 13.

Podczas dyskusji wiele miejsca poświecono niekorzystnym wyroku Trybunału Konstytucyjnego, w wyniku którego działkowcy zostali pozbawieni wszelkich praw. Teraz czekają na uchwalenie nowej ustawy. Właściciele ogrodów działkowych nadal są oburzeni tym wyrokiem, działacze wyrażają dezaprobatę, a wejherowscy samorządowcy stoją w ich obronie. Obecny na spotkaniu wiceprezydent Wejherowa Piotr Bochiński zapewniał w rozmowach działkowiczów, że obecna ekipa rządząca nie zamierza popierać żadnych inicjatyw zmierzających do likwidacji któregokolwiek z ogrodów działkowych.

- Te ogrody nikomu nie przeszkadzają. Wręcz przeciwnie - są zielonymi płucami miasta. My jesteśmy zadowoleni z tego, że te ogrody funkcjonują. W Wejherowie współpraca pomiędzy działkowcami a Urzędem Miasta układa się bardzo dobrze. Nie wiem, jak wygląda to w innych miastach. Może być tam różnie. Słyszałem, ze niektóre przekazały część ogrodów pod inwestycje, ale to zawsze można było zrobić w oparciu o specjalne ustawy i przepisy. Natomiast nie ma u nas żadnych oficjalnych dyskusji na ten temat, ponieważ kompletnie niczego nie wiemy. Nie mogę jednak powiedzieć, że przyjęcie przez Sejm nowej ustawy (lub jej nieprzyjęcie w określonym terminie) narzuci formę własności tego gruntu. Jeżeli będzie to grunt komunalny, to miasto będzie musiało stworzyć plan zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu. Wówczas miasto będzie mogło te działki przeznaczyć na różne cele. Ale one są już zagospodarowane, więc myślę, że nie dojdzie w tej kwestii do żadnych zmian - zapewniał wiceprezydent Piotr Bochiński.

Jednocześnie nie mógł poręczyć za przyszłe działania innych ekip rządzących. Za rok odbędą się bowiem wybory samorządowe i wówczas mieszkańcy zdecydują o tym, kto będzie zasiadać w wejherowskim Ratuszu.

- Nie wiem, co będzie w przyszłości. To między innymi od działkowiczów będzie niedługo zależało, kto będzie sprawował władzę w mieście Wejherowo. Dlatego też nie mogę dać żadnej gwarancji, co zrobi z tym fantem inna władza. Wiem, że działkowcom nie podoba się projekt sejmowej ustawy, którą złożyła Platforma Obywatelska i na pewno będzie chciała ją przeforsować w procesie legislacyjnym - dodał wiceprezydent Bochiński.

Użytkownicy Rodzinnego Ogrodu Działkowego im. F. Ceynowy przy ulicy Nadrzecznej pytali zastępcę prezydenta miasta między innymi o możliwość wprowadzenia ograniczenia prędkości ruchu pojazdów. Okazało się jednak, że Starostwo Powiatowe już kilkakrotnie odmówiło prośbom Urzędu Miasta Wejherowo. Wiceprezydent Piotr Bochiński zapewnił, że złoży kolejny już wniosek do starosty Józefa Reszke o ustawienie znaków przy ulicy Nadrzecznej, aby mieszkańcy mogli poczuć się bardziej bezpiecznie. Decyzja, sądząc po dotychczasowych odmowach Starostwa Powiatowego, będzie zapewne nie po myśli działkowiczów oraz innych mieszkańców.

Zebranie sprawozdawcze było okazją do wręczenia wielu wyróżnień zasłużonym działkowiczom. Najwyższe (złotą odznakę zasłużonego działkowca) otrzymała Elżbieta Kriger. Prezes Kazimierz Miotk uhonorowany został przez Prezydenta Wejherowa między innymi za sukcesy, które odnosi ROD im. F. Ceynowy w wojewódzkich i ogólnopolskich konkursach na najpiękniej utrzymane obiekty tego właśnie typu.

Na bieżący rok działkowcy z ulicy Nadrzecznej postawili przed sobą ambitne plany. Zamierzają m.in. wyremontować instalację elektryczną na terenie ogrodów, zmodernizować świetlicę oraz wykonać wiele innych prac. Natomiast co do obaw związanych z przyszłością działek uprawianych od pokoleń uspokajał ich prezydent Bochiński.

- Uważam, że trzeba robić swoje, niezależnie od działań podejmowanych przez polityków. Im lepiej te ogródki będą wpisywały się w pejzaż miasta, tym trudniej będzie komukolwiek je ruszyć. Jeśli jednak ukażą się jakiekolwiek akty prawne, które nakażą nam postępować w określony sposób, wówczas nie będziemy mieli wyjścia. Myślę jednak, że nie trzeba na zapas się martwić. Na pewno po stronie działkowców są obawy. Ja to rozumiem, ale wierzę, że nic złego się nie stanie. Prezydent Krzysztof Hildebrandt oraz Urząd Miasta Wejherowo są po waszej stronie - dodał Piotr Bochiński.

Co warto wiedzieć?

Gdyby Sejm do końca bieżącego roku nie przyjął nowej ustawy o ogródkach działkowych, działkowcy zostaliby pozbawieni wszelkich praw. Wszystko zatem będzie zależało od uregulowań nowej ustawy. Ale na pewno nie będzie tak, że działkowcy stracą wszelkie prawa, które wcześniej nabyli przez zagospodarowanie i użytkowanie swoich działek. Obowiązywać będzie zasada ochrony praw słusznie nabytych. Na przykład altany wybudowanej zgodnie z prawem nie będzie można zabrać bez odszkodowania, nawet gdyby właściciel gruntów (gmina, starostwo, skarb państwa) zamierzali przeznaczyć go na inne cele. Nowy właściciel będzie więc zobowiązany zaproponować grunt zastępczy, ewentualnie zwrot poniesionych nakładów albo odszkodowanie. Nie jest więc tak, że działkowcy zostali decyzją Trybunału Konstytucyjnego pozbawieni swoich praw. Oczywiście, najgorszy wariant to taki, jeśli Sejmowi nie uda się przyjąć nowej ustawy do końca roku. Właściciel terenu teoretycznie będzie mógł z nim zrobić cokolwiek zechce. Powstanie jednak kwestia, kto będzie ponosił odpowiedzialność za to, że nowe prawo nie zostało przyjęte? Kto zapłaci odszkodowanie za zaniechanie legislacyjne? Rozwiązania tych dylematów trzeba będzie pewnie szukać na drodze sądowej. Trzeba jednak jeszcze raz z całą mocą podkreślić, że obowiązuje ustawa o zagospodarowaniu przestrzennym, która przewiduje różne roszczenia, gdy grunt zostaje przeznaczony pod inną funkcję.

1369684076-indeks.jpg

Komentarze
Reklama