Gryf Orlex szuka pilnie… kozła ofiarnego

Wtorek, 18 Grudzień 2012

II-ligowy klub piłkarski Gryf Orlex Wejherowo w wyniku nieudolnego zarządzania stanął na skraju bankructwa. Od dawna było wiadomo, że tzw. działacze planują zakończyć żywot klubu, jednak chcą to zrobić w białych rękawiczkach. W ostatnim czasie skupili się więc na znalezieniu kozła ofiarnego, którym ma być Prezydent Wejherowa.

Zarząd Gryfa Orlex wydał 14 grudnia oświadczenie, w którym napisał m.in., że jeśli Rada Miasta Wejherowo na sesji w dniu 18 grudnia nie przyzna temu prywatnemu klubowi 600 tys. zł dotacji, to podejmie natychmiastową i nieodwracalną decyzję o wycofaniu drużyny z rozgrywek II ligi. Takiego szantażu nie spodziewali się nawet najzagorzalsi kibice drużyny, gdyż niedawno radni Wejherowa przyjęli uchwałę-apel do Prezydenta Miasta o... dofinansowania WKS Gryf Orlex kwotą 400 tys. zł w 2013 roku. Zarząd klubu miał jednk przedłozyć radzie i prezydentowi plan finansowy klubu, kalukujacje kosztów, które miały byc pokryte z dotacji. Klub tego nie zrobił, więc o co mu teraz chodzi? Przecież jesli ktos chce dostać kilkaset tysięcy złotych publicznych pieniędzy to musi pokazać na co i się z tego rozliczyć. Co dziwne, uchwały tej wówczas nie poparli opozycyjni radni Platformy Obywatelskiej, którzy w publicznych wystąpieniach mienili się największymi orędownikami klubu i podobno dbaja o przejrzytość finansów publicznych.

Utrzymanie seniorskiej drużyny II ligi nie jest żadnym obowiązkiem władz miasta. Urząd Miasta Wejherowo nie jest organem nadrzędnym, a tym bardziej właścicielem klubu sportowego Gryf Orlex Wejherowo i stadionu. Tym niemniej w tegorocznym budżecie na działania z zakresu sportu, rekreacji i utrzymania obiektów sportowo-rekreacyjnych władze miasta przeznaczyły ok. 2 mln zł. Gryf Orlex otrzymał 35 tys. zł na szkolenie młodzieży oraz 85 tys. zł na promocję i nagrody dla piłkarzy. Łącznie daje to kwotę 120 tys. zł, czyli więcej niż w latach ubiegłych i więcej niż otrzymują inne kluby. Tym bardziej może dziwić trudna sytuacja finansowa klubu, za którą odpowiedzialny jest wyłącznie zarząd Gryfa Orlex.

Piłkarze II-ligowej drużyny piłkarskiej z Wejherowa na swoich koszulkach reklamują w całej Polsce znanego dewelopera. Można zatem pokusić się o stwierdzenie, że "Gryf" funkcjonuje na zasadzie prywatnego przedsiębiorstwa, z którego właściciel czerpie korzyści m.in. z tytułu reklam. Zatem to zarząd Klubu musi dbać o budżet, w tym pozyskać pieniądze od sponsorów i innych podmiotów komercyjnych. Jeżeli jednak zarząd klubu sportowego Gryf Orlex Wejherowo przerzuca winę za brak środków oraz zabezpieczenia finansowego na Urząd Miasta, wówczas może to jedynie świadczyć o tym, że nie radzi sobie z zarządzaniem. Klub Gryf Orlex szykując się do awansu do II ligi z pewnością przewidywał poziom wydatków na funkcjonowanie drużyny seniorskiej w rozgrywkach II ligi. Na podstawie informacji płynących z klubu wynika jednak, że środki te nie zostały zabezpieczone w dostateczny sposób, a winą za tę sytuację niesłusznie obarczane jest miasto, które udzieliło klubowi wsparcia optymalnego do swoich możliwości finansowych.

Niedawna manifestacja przed Urzędem Miasta z okrzykami i transparentami "Żądamy dofinansowania Gryfa Orlex Wejherowo" pokazała po raz kolejny dobitnie, że niekoniecznie tylko o sport chodzi. W "obronie" klubu czynnie protestowali politycy miejscowej Platformy Obywatelskiej. Największym tupetem wykazał się starosta wejherowski Józef Reszke, który jest jednocześnie szefem powiatowych struktur tej partii. Publicznie obwieścił skok na władzę. "Zmienią się władze miasta, to i te pieniądze w końcu się znajdą..." - zapowiedział starosta Reszke. Czyż nie zabrzmiało to jak groźba i zapowiedź obalenia prezydenta Krzysztofa Hildebrandta? A dowód tego, że opozycja nie przebiera w środkach i sięga po najbardziej brudne metody mieliśmy w ostatniej kampanii wyborczej.

"Gryf Orlex" - jak wiele przedsiębiorstw w dobie kryzysu gospodarczego - stanął najzwyczajniej na skraju bankructwa. Wyjątkowo żenujące i perfidne wydaje się jednak zachowanie działaczy drużyny. Swoją indolencję, brak pomysłu na pozyskanie sponsorów, konflikty wewnątrz klubu i nieudolne zarządzanie chcą przerzucić na barki Prezydenta Wejherowa. Wskazuje też na to wyraźnie polityczne podłoże aktywności działaczy, którzy nie ukrywają sympatii i przyjaźni z wejherowską opozycją w Radzie Miasta oraz swojej niechęci do prezydenta Krzysztofa Hildebrandta.

Zarząd "Gryfa Orlex" nie zdaje sobie sprawy, po jakim cienkim lodzie stąpa. Albo też... doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Jednak prowadzenie gry politycznej kosztem sportowców nie jest uczciwe. Ludzie kierujący klubem nie wykazali się ponadto zdrowym rozsądkiem. Górę wzięła ambicja i krótkowzroczność. Bez zapewnienia odpowiednich środków finansowych zafundowali sobie awans do wyższej klasy rozgrywkowej. W obecnej sytuacji upadek będzie bardzo bolesny, bo klub - wycofując się z II ligi - może spaść nawet do B klasy.

Gra w II lidze piłkarskiej wymaga sporego budżetu. Należało więc mierzyć siły na zamiary, by później nie płakać i żebrać. Prawda jest taka, że Wejherowa nie stać na taką ligę. Może to zbyt bolesne słowa, ale szczere. Pewnie niejeden mieszkaniec miasta złapałby się za głowę, gdyby dowiedział się, jaką część budżetu zjadają piłkarze. Jeżeli zespół awansował do II ligi centralnej, to zarząd klubu powinien najpierw przeanalizować możliwości finansowe. I to jeszcze przed rozgrywkami. Wycofanie się z rozgrywek oznacza, że piłkarze rozjadą się, a zespół przestanie praktycznie istnieć. Ambicje prezesów często zabijają sport, zamiast go uzdrawiać.

Przykro też patrzeć na skonfliktowanych kibiców "Gryfa Orlex". Nieporozumienia przekładają się na wyjątkowo niską frekwencję na trybunach. W znacznie mniejszych miejscowościach meczami żyje cała społeczność, a w 50-tysięcznym Wejherowie pucharowe i ligowe sukcesy nie przekuły się na liczbę kibiców. Pięknie położony stadion powinien pękać w szwach. A tak - niestety - nie jest. Ciekawe, czy prezes klubu poda do publicznej wiadomości, ile zarabiają zawodnicy? Czy to jeszcze amatorstwo, czy już zawodowstwo? Nie może być tak, że budujemy drużynę i żyjemy ponad stan, a martwić będziemy się później i teraz mamy tego efekty.

Komentarze
Reklama