Sprawdź jak wygrać w lotto i nie zwariować

Wtorek, 13 Maj 2014
Powiat Wejherowski

Marzyć lubimy wszyscy – „Ach, gdyby tylko udało mi się wygrać w totka, kupiłbym wymarzony dom, zjeździł pół świata nowiutkim, błyszczącym Ferrari i nareszcie byłbym spokojny o przyszłość swojej rodziny”. Chociaż większość tego typu życzeń w sferze marzeń pozostaje, to jednak części z nas udaje się je spełnić. Czy dotychczasowi zwycięzcy znają sposób na wygraną w lotto czy są po prostu w czepku urodzeni? Jak wygląda historia przeciętnego świeżo upieczonego milionera? Pomnaża swój nowo zdobyty majątek czy może wychodzi na wygranej jak przysłowiowy Zabłocki na mydle? Sprawdziliśmy.

Badania przeprowadzone przez CBOS pokazują, że aż dwie piąte dorosłych Polaków lubi od czasu do czasu skreślić swoje numery w totka lub zagrać w inną loterię Totalizatora Sportowego. Wygląda więc na to, że wierzymy w możliwość zwycięstwa. Niektórzy w pośpiechu kupują zakłady na chybił-trafił, inni skrupulatnie zakreślają swoje „szczęśliwe liczby” odpowiadające datom urodzin ich najbliższych. Każdy ma swoją metodę, ale chyba nie to jest najważniejsze. Tutaj liczy się przede wszystkim skuteczność.

Jakie natomiast mamy szanse na zwycięstwo w losowaniu „dużego lotka”? Rachunek prawdopodobieństwa nie kłamie – nasze szanse na trafienie szóstki wynoszą ni mniej ni więcej jak dokładnie 1 do 13 983 816. Liczba ta być może nie napawa zbytnim optymizmem, ale za to fakt, że w samym Trójmieście mamy od 1996 roku aż 39 lotto szczęśliwców, zdecydowanie motywuje do wypełnienia kuponu w najbliższy wtorek, czwartek lub sobotę.

Nasz sąsiad milionerem?

Czy wśród tych wspomnianych 39 osób jest ktoś z grona naszych znajomych? Raczej niewielkie są szanse, że się tego dowiemy, gdyż w Polsce (w przeciwieństwie np. do Stanów Zjednoczonych) panuje tendencja do nieujawniania takich informacji. Nie tylko boimy się o swój majątek czy bezpieczeństwo, ale także zapewne chcemy uniknąć zbyt częstych dzwonków do drzwi ze strony członków dalszej rodziny i niejakich „starych znajomych”, którzy jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności nagle sobie o nas przypomną. Ale żarty na bok.

Co w Polsce robi się z lotto milionami?

Czy statystyczny zwycięzca w lotto potrafi zainwestować pieniądze? Okazuje się, że nie bardzo. Nie mamy więc wystarczającej wiedzy na temat zarządzania oszczędnościami czy może brakuje nam samokontroli w wydawaniu pieniędzy?

Jakiś czas temu Gazeta Pomorska opisała historię pewnego małżeństwa – lotto milionerów sprzed kilku lat. W ich przypadku wygrana była pierwszym krokiem po równi pochyłej na samo dno. Radość i euforia w momencie gdy padły słowa „wygrałem w lotto” zamieniły się bardzo szybko w kłótnie rodzinne, nieporozumienia, a nawet choroby. Nie jest to jedyny taki przypadek kiedy łut szczęścia zostaje szybko zastąpiony rozpaczą.

Psychologia ma na to następującą odpowiedź – Ktoś, kto doszedł do wielkiej fortuny samodzielnie, włożywszy w to mnóstwo wysiłku, potu i łez, będzie rozporządzał fortuną w całkowicie odmienny sposób niż jego kolega, który dorobił się milionów w jeden sobotni wieczór oglądając losowanie lotto. Czy jesteśmy przygotowani na takie sumy pieniędzy nagle „spadające nam z nieba”? Czy można wygrać w lotto i nie zwariować ze szczęścia? Okazuje się, że można, ale potrzeba do tego dużej dozy zdroworozsądkowego myślenia i samodyscypliny.

Historię wielu lotto zwycięzców opisuje magazyn Lottoland. Wspomniana tam m.in. wygrana pewnego mieszkańca miejscowości Dwikozy (województwo świętokrzyskie) zdaje się nieco polepszać smutne statystyki. Skromny milioner z 2007 roku przyjął ze spokojem tę wspaniałą, usłyszaną w telewizji wiadomość, zupełnie jakby nic szczególnego się nie wydarzyło. Jeszcze tego samego dnia wrócił do swoich codziennych obowiązków, a następnie zajął się remontem domu i kupił sobie mały samochód. Żadnych fajerwerków i żadnej wody sodowej, która mogła mu przecież uderzyć do głowy. Można? Okazuje się, że można!

A co Ty zrobiłbyś z wygraną w lotto?

Zapewne każdy z nas potrafiłby błyskawicznie udzielić odpowiedzi na to pytanie, sypiąc wymyślnymi pomysłami jak z rękawa. A jakby wygrana przytrafiła się nam naprawdę? Gdyby po chwilowej euforii do głosu doszedł stres i strach typu: „żeby się tylko nie wydało” lub: „jak teraz zmieni się moje życie?”. Czynnik psychologiczny odgrywa niewątpliwie wielką rolę w odnajdywaniu się w tego typu sytuacjach. Kto wie, może więc wcale nie jest to znowu taka zła wiadomość, że do tej pory nie udało nam się wygrać? 

Komentarze
Reklama