Zawód: Uwodziciel

Środa, 22 Wrzesień 2010

Zawodowi uwodziciele, kolejny znak naszych czasów. Ludzie którzy są mistrzami w zdobywaniu kobiet. Są puści i małostkowi? Bawią się i manipulują kobietami? Czy wręcz przeciwnie, używają swojej wiedzy by uczyć ludzi jak znaleźć szczęście w życiu?

Z liderami szkoły uwodzenia – Stillem i O'rety rozmawia Paweł Gwiaździński

Paweł Gwiaździński: Skąd pomysł na szkołę uwodzenia?

Still: Nie zaczęło się od pomysłu na szkołę tylko dużo wcześniej, od moich własnych problemów z kobietami. Pewnego dnia postanowiłem to zmienić i zacząłem się doskonalić swoje umiejętności „porywu". Po pewnym czasie zacząłem osiągać sukces i ludzie sami zaczęli prosić mnie o porady z dziedziny „sztuki uwodzenia". To właśnie Ci ludzie zachęcili mnie do tego, bym zaczął prowadzić szkolenia. Nie wiele później poznałem O'retego, okazało się, że mamy bardzo podobne podejście do uwodzenia i dopiero z naszej znajomości narodził się pomysł na szkołę.

P.G.: Szukając informacji na temat waszej szkoły spotkałem się z opinią, że wasza metoda jest bardzo innowacyjna i niepodobna do innych tego typu szkół.

O'rety: Śmiało możemy powiedzieć, że jako pierwsi w Polsce bazujemy tylko i wyłącznie na własnych doświadczeniach. Ostatnimi czasy pojawiło się w naszym kraju sporo szkół uwodzenia, ale one w większości opierają się na zagranicznym kapitale, głównie amerykańskim. Opracowywanie naszej metody polegało przede wszystkim na codziennych spotkaniach i spisywaniu wszystkich naszych doświadczeń w kontaktach z kobietami.

P.G.: Możecie przybliżyć, na czym polega „Instynktowne Uwodzenie"?

Still: Nasza metoda nie opiera się na konkretnych metodach, bo konkretne metody są dla konkretnych ludzi. Wiadomo, każdy jest inny i nie dla każdego każda technika będzie działała. My dajemy kursantowi fundamenty do tego, aby mógł stać się lepszy, bardziej swobodny w kontaktach z kobietami. O ile metody mogą być różne i każda z nich może działać dla innego człowieka o tyle fundamenty są dla wszystkich takie same. Wszystkie metody, które działają mają elementy wspólne i to one decydują o sukcesie. Dzięki temu nie zamykamy kursanta w sztywnych ramach i pozwalamy mu podążać za własnymi instynktami.

P.G.: Dajecie wędkę, a nie rybę.

Still: Dokładnie. Taką wędką jest mapa samorozwoju. Oczywiście najważniejsza jest inicjatywa kursanta – nie da się zrobić z zera bohatera w jeden dzień. Jeśli ktoś nie wprowadzi w życie rzeczy, o których nauczamy to nie magicznej przemiany również nie będzie.

P.G.: Natrafiłem na nagranie programu w telewizyjnego, gdzie wychowankowie takiej szkoły uwodzenia byli ukazani jako klony swoich mistrzów, nie potrafiące samodzielnie myśleć i tylko powtarzające kolejne triki na podryw.

O'rety: Rzeczywiście często występuje takie zjawisko. W takich szkołach daje się ludziom przysłowiową rybę, a to najczęściej po prostu nie działa. Nie staniesz się atrakcyjny tylko przez to, że nauczysz się kilku sztuczek.

Still: Poza fundamentami bardzo duży nacisk kładziemy na to, co nazywamy seksualnością. Seksualność to, to co różni twoją interakcję z kumplem od interakcji z kobietą. Kluczem jest uświadomienie sobie, że bycie seksualnym wobec kobiety to nie jest nic złego, wstydliwego, że to jest po prostu okay. Wielu mężczyzn tego nie zauważa, co jest jest zupełną podstawą kontaktów z kobietami.

P.G.: Czy macie jakieś autorytety w dziedzinie uwodzenia? Wiem, że wiele szkół bazuje na „Grze" Neila Straussa.

O'rety: Zgadza się, odkąd ukazała się 'Gra', w społeczności uwodzicieli powstało wiele nowych nurtów. Dla nas jednak osoby te w żadnym wypadku nie są autorytetami. Cieszymy się z tego, że jako pierwsi w Polsce zaczęliśmy uczyć czegoś zupełnie innego, co doskonale sprawdza się w naszych realiach.

P.G.: A czy wy jesteście w takim razie taką opozycją dla tego nurtu?

Still: Wiesz, kiedy ja zaczynałem swój rozwój, jako pickup artist byłem jeszcze prawiczkiem. Przeglądałem różne fora i próbowałem różnych metod guru z USA, ale to w ogóle nie działało. Dlatego doszedłem do wniosku, że muszę zacząć robić coś sam, wykazać inicjatywę, spróbować czegoś innego.

P.G.: A ty O'rety?

O'rety: Ze mną to w ogóle było tak, że rozwijałem się z dala od społeczności, nie miałem pojęcia o jej istnieniu. Dużo wcześniej zacząłem swoje kontakty z kobietami i tak naprawdę sam przerobiłem wiele metod uwodzenia, w ogóle o tym nie wiedząc. Miałem taki okres, że byłem bardzo cyniczny bądź manipulowałem ich poczuciem własnej wartości. Dopiero z czasem zauważyłem, że im więcej własne seksualności wprowadzałem w kontakty z kobietami tym uzyskiwałem lepsze i przyjemniejsze efekty.

Still: Właśnie na tym polega to rozwijanie seksualności – zaczynamy od zupełnych podstaw. Nie uczymy jak manipulować kobietami. Pokazujemy jak stać się atrakcyjnym a nie jak grać atrakcyjnego. Pokazujemy naszym kursantom jak prowadzić zdrowy tryb życia, zachęcamy do uprawiania sportu, uczymy ich jak się ubierać, budujemy ich pewność siebie.

P.G.: Czyli żeby uzyskać efekty należy pracować nad sobą cały czas a nie tylko nauczyć się kilku „zaklęć na kobiety".

Still: Tak, my staramy się pokazać naszym kursantom jak stać się szczęśliwszymi ludźmi. Ważne jest to czy czujesz się dobrze sam ze sobą – to od razu przekłada się na twoje kontakty z ludźmi w tym z kobietami.

P.G.: Dlaczego korzystacie z pseudonimów?

Still: Pseudonimy wzięły się z tego, że społeczność na początku funkcjonowała głównie na forach internetowych, gdzie każdy posługiwał się nickiem. A jako, że nasz nicki stały się marką samą w sobie to postanowiliśmy dalej ich używać.

O'rety: Na początku działaliśmy jako osoby zupełnie anonimowe ale teraz do jakiego bym nie wszedł, większego klubu w Polsce, ludzie mnie poznają.

P.G.: Czy jest jakieś taboo uwodzicieli? Rzeczy, których uwodziciel nigdy nie powinien zrobić? Kodeks etyczny uwodziciela?

Still: Oczywiście są rzeczy, których nie powinno się robić, ale każdy postępuje według swojej moralności. Nie próbowałbym nigdy rozbić szczęśliwego związku, ani odbić komuś dziewczyny.

P.G.: Wierzycie w miłość?

O'rety: [śmieje się] ja się zakochuję codziennie na nowo.

Still: Wiesz, to zależy, co dokładnie rozumiesz przez miłość. My generalnie kochamy kobiety i one to czują w kontaktach z nami.

P.G.: Wasza szkoła i wy proponujecie pewną ideologię i styl życia. Zastanawiam się czy jest w nim miejsce na stały związek i miłość.

Still: To nie jest tak, że każdy kto przychodzi na nasz kurs chce stać się Casanową. Są również tacy, którzy chcą odnaleźć w sobie siłę, aby zdobyć tą jedyną wymarzoną miłość. Ale uważam, że trzeba rozróżnić dwie rzeczy. Miłość i tak zwany „syndrom jedynej". Zakochani faceci zaczynają idealizować rzeczywistość. Widzą w kobiecie rzeczy, które nie istnieją albo nie są niczym szczególnym, bo na przykład wiele innych dziewczyn jest takich samych. Jeśli się nie pozbędziesz tej iluzji, to dziewczyna albo stanie się górą nie do zdobycia albo pewnego dnia ten miraż opadnie i roztrzaskasz się o twardą rzeczywistość. Oczywiście emocje to podstawa, ale trzeba umieć je oddzielić od naszych wyidealizowanych wyobrażeń o danej kobiecie. Chcemy być zakochani w kobiecie, a nie w jej wyimaginowanym wizerunku.

O'rety: Miłość jest przyjemna i wszyscy jej szukamy.

P.G.: Czy uważacie, że miłość przemija czy po prostu wszystko się zmienia a w tym my i miłość właśnie? Czy kiedy miłość przestaje być przyjemna, przestaje być miłością?

Still: Myślę, że wszystko zależy od ludzi. To zdrada jest najczęstszym powodem rozpadów związków. Zdradzają tylko ludzie, którzy są niespełnieni. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, że zdrada nie jest bezpodstawna. U mężczyzn występuje coś takiego jak „syndrom ladacznicy i madonny". Problem ten polega na tym, że poszukują dwóch typów kobiet, pierwszy to madonny z którymi uprawiają seks misjonarski przy świecami i dźwiękach chórów gregoriańskich, a drugi typ to ten z którymi mają ostry, intensywny stosunek. Tacy mężczyźni nie rozumieją, że tak naprawdę nie należy dzielić kobiety na ladacznice i madonny, bo w każdej jest trochę tego i tego. Mężczyzna traktuję swoją dziewczynę jak madonnę i nie pozwoli sobie na bardziej namiętny seks, bo wtedy zniszczyłby sobie ten idealny obraz czystej kobiety. Z tego powodu zdradza ją z kimś, kogo postrzega, jako ladacznice. Jego niezaspokojona dziewczyna natomiast staje się ladacznicą kogoś innego... i w ten sposób rodzi się zdrada. Gdyby tylko mogli szerzej otworzyć oczy to nikt inny poza nimi nie byłby im potrzebny do szczęścia. Jego dziewczyna mogłaby być zarówno tą słodką osobą, na co dzień jak i diablicą w łóżku.

CZĘŚĆ DRUGA

P.G.: Czyli zdrady następują zawsze z winy mężczyzn?

O'rety: Nie, obie strony muszą się starać i rozmawiać o swoich potrzebach.

P.G.: Kiedyś, przedstawiając referat na zajęciach z socjologii nawiązałem do przykładu rozmowy w łóżku po stosunku; o tym co było dobre, co trzeba poprawić, generalnie o oczekiwaniach. Spotkałem się z falą śmiechu i - co dziwne - nie była ona spowodowana tak odważnym porównaniem a raczej zdziwieniem, że takie rzeczy się robi.

O'rety: To prawda, pod tym względem nasze społeczeństwo jest w średniowieczu. Boimy się swojej seksualności, boimy się rozmów o tym co nas pociąga, co nam się marzy. Jesteśmy zamknięci w sobie, bo nie wiemy jak partner zareaguje na nasze najskrytsze fantazje seksualne – może uzna nas za dziwaka? Nie jesteśmy w stanie całkowicie się otworzyć, a tym samym zaznać prawdziwej przyjemności i spełnienia płynącego ze związku.

Still: My, pomimo naszego stylu życia, chcemy kiedyś założyć rodziny i mieć dzieci, ale kobiety są tak jakby dodatkiem, nie celem samym w sobie.

P.G.: A nie środkiem do celu?

Still: Nie! Kobiety są partnerami - nie wartościujemy ich ani wyżej, ani niżej. Na każdym kroku w naszych szkoleniach podkreślamy rolę kobiet w społeczeństwie, nie są dla nas środkiem. Są sprzymierzeńcami w drodze do celu, jakim jest szczęście.

P.G.: W ruchu uwodzicieli występuje taki termin jak ASD (Anti-Slut Defense - reakcja dziewczyny, spowodowana tym, że nie chce ona brać na siebie odpowiedzialności za rozwój wydarzeń podczas podrywu; polskie określenie: Obrona NibyDziewicza) Mężczyzna, który miał 4 kobiety to fajny, wyzwolony macho. Kobieta, która miała 4-ech facetów to szmata i puszczalska. To duży problem w kontaktach z kobietami. Jak myślicie – gdzie leży przyczyna?

O'rety: Myślę, że to sami mężczyźni są przyczyną istnienia ASD, a fakt, że jest nadal tak silny u wielu kobiet, świadczy znowu o naszym zacofaniu. To właśnie mężczyźni zaczęli nazywać kobiety, które ubierają się wyzywająco bądź posiadają wielu partnerów seksualnych – łatwymi. Często zdarza się tak, że facet określa tak kobietę tylko dla tego, że się z nią nie przespał. To bardzo krzywdzące; dlaczego facet może sypiać z wieloma partnerkami, a kobieta musi się kryć z tym, że sypia z więcej niż jednym mężczyzną?

Still: Właśnie. Myślę, że ASD powstało na bardzo wczesnym etapie kształtowania się społeczeństwa, kiedy mężczyzna wyruszał na wojnę i zostawiał swoją kobietę w domu. Normalne było, że żołnierz w obcym kraju uprawiał seks, co nie wiązało się z żadnymi konsekwencjami. Natomiast gdyby kobieta postąpiła w analogiczny sposób w domu, pod nieobecność męża, to żołnierz po powrocie z wojny musiałby wychowywać cudze dzieci. Dlatego wykształciło się ASD.

P.G.: Czyli ASD to taki pas cnoty nakładany kobietom przez społeczeństwo?

O'rety: Właśnie. Uważam, że to jest bardzo krzywdzące, ponieważ seks jest jedną z podstawowych pragnień człowieka w piramidzie Maslowa, a jest zagłuszany przez mniej istotną potrzebę – społecznej akceptacji. Wielu mężczyzn próbuje zaimponować kobiecie tym, że nie zależy im na seksie, a bycie seksualnym jest złe.

P.G.: A u Maslowa nie ma osobnej piramidy dla kobiet. Czy z każdego potraficie zrobić uwodziciela? Czy zdarzają się przypadki beznadziejne?

Still: Wydaje mi się, że przypadków beznadziejnych nie ma, aczkolwiek nie z każdego robimy uwodziciela, bo nie każdy chce się nim stać. Przychodzą do nas ludzie, którzy chcą po prostu sprawić, żeby ich kontakty z płcią piękną stały się lepsze; poznać jakąś fajną kobietę i wejść z nią w związek. Uwodziciele to ludzie, dla których pickup jest pasją, a nie dla każdego musi nią być. Przecież nie każdy rowerzysta musi być zawodowym kolarzem; dobrze jest umieć jeździć na rowerze, ale nie każdy chce od razu startować w maratonie. Tak samo warto nauczyć się uwodzenia, ale to nie znaczy, że musimy od razu stać się uwodzicielami.

P.G.: Czy w każdym miejscu można uwodzić? Może macie takie specjalne „łowiska"?

Still: Nie, absolutnie najlepsze jest spontaniczne uwodzenie, kiedy idziesz ulicą i dzieje się to, co nazywamy „efektem wow" (czyt. łał). Taka spontaniczna gra spojrzeń i gestów jest najlepsza.

O'rety: Zawsze staramy się zarazić naszych kursantów takim właśnie „efektem wow" - fascynacją do kobiet. Zwrócić ich uwagę na te wszystkie subtelności, których często się nie zauważa albo się ukrywa, a które dodają największego uroku. Sposób, w jaki kobieta się porusza bądź jaką emanuję energią... to właśnie te detale sprawiające, że przechodzą nam ciarki po plecach.

Still: Naszą motywacją są zawsze właśnie takie pozytywne bodźce, nigdy nie staramy się pobudzić do działania na zasadzie „Jesteś beznadziejny, zrób coś z sobą". Zawsze chodzi o te pozytywne emocje – to one są najlepszym motorem do działania na długą metę.

P.G.: Idealny uwodziciel powinien....?

Still: Zawsze dążyć do sytuacji „win – win", kiedy wygrywa on, a także uwodzona kobieta. Nie może wykorzystywać kobiet dla zaspokojenia siebie. Idealny uwodziciel powinien sprawiać, żeby życie kobiet było bogatsze, bardziej interesujące.

O'rety: Właśnie dlatego walczymy z metodami opartymi na manipulacji, ponieważ one zawsze prowadzą do sytuacji, w której jedna ze stron jest stratna.

Still: Byłem naprawdę w dołku, a teraz... Nie pamiętam kiedy ostatnio myślałem o czymś negatywnym.

P.G.: Mówisz że każdy może zostać uwodzicielem, czy są szkoły uwodzenia dla kobiet? Czy jest sens prowadzić takie szkoły? Wiadomo – przy wyborze partnerki mężczyzna bazuje głównie na wrażeniach wzrokowych.

Still: Nie do końca tak jest. Prowadzimy szkolenia również dla bardziej zaawansowanych uwodzicieli. Tam właśnie odkrywamy powoli coś, co nazywamy rdzeniem „Instynktownego Uwodzenia", czyli uwodzenie na instynktownym poziomie komunikacji. Na tym pułapie nawet przeciętnie atrakcyjna kobieta, wprawnie poruszając się w tej bardzo pierwotnej sferze psychiki, potrafi stać się świetną uwodzicielką. A to dlatego, że na poziomie instynktów mężczyźni nie różnią się za bardzo od kobiet. Mnie - jako uwodziciela - bardziej interesuje jaką energię wysyła dana dziewczyna; jej wygląd zewnętrzny jest również ważny, ale sama powierzchowność to za mało – wierzę, że przeciętnej urody dziewczyna potrafi nadrobić swoje braki właśnie tą energią.

Komentarze
Reklama